Śmierć

Przed wybuchem powstania Stefania Baczyńska mieszkała w Aninie, a młodzi Baczyńscy przy ul. Hołówki 3 w Warszawie. Krzysztof tęsknił za matką, czuł się winny, że są rozdzieleni i zarazem próbował pocieszać ją i siebie, że niedługo ją odwiedzi. Zastrzegał jednak, że nie wie, kiedy to nastąpi, bo Warszawa jest komunikacyjnie sparaliżowana a zdobycie roweru graniczy z cudem. 27 lipca przypadała piąta rocznica śmierci ojca poety i Krzysztof poszedł w tym dniu odwiedzić jego grób na Powązkach. 1 sierpnia 1944 r. oboje, Barbara i Krzysztof, wyszli z domu, nie wiedząc, że się już nie zobaczą. | Wybuch powstania warszawskiego zaskoczył Krzysztofa wraz z czterema kolegami z oddziału w kamienicy przy ul. Focha, w rejonie pl. Teatralnego. Nie mogąc przedostać się na miejsce koncentracji macierzystej jednostki na Woli, przyłączył się do oddziału złożonego z ochotników, którymi dowodził podporucznik „Leszek” (Lesław Kossowski, dowódca reduty „Ratusz-Pałac Blanka” na odcinku kapitana „Gozdawy”). Gdy na wieży Ratusza pojawiła się biało-czerwona flaga, postanowili tam pójść. Młodzi chłopcy po raz pierwszy strzelali. Jeden z kolegów Baczyńskiego wspominał po wojnie, że poeta bardzo przeżył swój pierwszy celny strzał – że zabił człowieka. | Krzysztof Kamil Baczyński zginął 4 sierpnia 1944 r. śmiertelnie raniony przez strzelca wyborowego ulokowanego prawdopodobnie w gmachu Teatru Wielkiego. Kolega poety – Zbigniew Czajkowski – wspominał po latach w liście do Jerzego Turowicza, że gdy przybył z patrolem sanitarnym do Pałacu Blanka, znalazł martwego Krzysztofa z wielką raną głowy. Sanitariuszki przeniosły go do Ratusza i tam urządzono mu pogrzeb. W klapę miał wpiętą małą odznakę „Agricoli”…

1 sierpnia Barbara szła do rodziców na ul. Pańską. Powstanie zaskoczyło ją w okolicach placu Piłsudskiego. Noc spędziła w piwnicy z innymi ludźmi, którzy się tam schronili. Była bardzo niespokojna, bała się o męża. W połowie sierpnia rozpoczęła poszukiwania za pośrednictwem powstańczej gazetki. Niektórzy koledzy z powstańczych oddziałów wiedzieli już o śmierci Baczyńskiego, że „zginął w oknie” Pałacu Blanka, ale żaden z nich nie odważył się przekazać tej wiadomości napotkanej przypadkowo Basi. 26 sierpnia 1944 r. Barbara została ciężko ranna. Gdy wyszła na podwórze domu rodziców, odłamek pocisku trafił w szybę i kawałek szkła głęboko wbił jej się w głowę. Próbowano ją ratować, przeprowadzając operację. Zmarła 1 września 1944 r.

Stefania Baczyńska długo nie wierzyła w śmierć syna. Szukała wieści o jego losie wśród przyjaciół i znajomych. Pisała listy – m.in. do Jerzego Andrzejewskiego, Kazimierza Wyki, Jarosława Iwaszkiewicza. Andrzejewski przez długi czas wcale nie odpowiadał na jej listy a Iwaszkiewicz odpowiedział wymijająco, że docierają do niego czasem pogłoski najgorszej treści. Nikt z tych, którzy wiedzieli, nie miał odwagi przekazać matce tej wiadomości. Jarosław Iwaszkiewicz o śmierci Baczyńskiego wiedział już w grudniu 1944 r. Powiadomił o tym Jerzego Andrzejewskiego w liście z 8 grudnia, mówiąc nie tylko o pewnej śmierci poety, ale także o śmierci jego żony Barbary: „Zginęli oboje, każde gdzie indziej”. Jerzy Andrzejewski napisał do Stefanii Baczyńskiej dopiero w listopadzie 1945 r.: „Był moim najlepszym, właściwie jedynym przyjacielem”. | Stefania Baczyńska poszukiwała syna, dając anonse w prasie – na przełomie lat 1946/1947 w „Życiu Warszawy”. W tej samej gazecie – 28 grudnia 1946 r. – zamieszczono informację o rozpoczętych ekshumacjach w okolicach Ratusza. Pogrzeb zbiorowy ekshumowanych powstańców przygotowywano na 14 stycznia 1947 r. Nabożeństwo żałobne odbyło się w tym dniu w kościele oo. Kapucynów przy ul. Miodowej, natomiast pochówek na Cmentarzu Powązkowskim został przesunięty na termin późniejszy. | Ekshumacje i związana z nimi konieczność identyfikacji zwłok były dla rodzin strasznym przeżyciem, bo od pochówku poległych minęło już prawie półtora roku, ale jednocześnie stanowiły też pewnego rodzaju wyzwolenie – uzyskanie pewności o losach mężów, synów, córek… Krzysztofa Baczyńskiego rozpoznali jego teściowa Feliksa Drapczyńska i szwagier Zbigniew. Zidentyfikowali go po butach oficerkach i małej odznace „Agricoli”. Stefania uwierzyła, że to jej syn, dopiero gdy Feliksa znalazła medalik z pierwszej komunii z wygrawerowanymi inicjałami Krzysztofa… | Decyzją matki Krzysztof Kamil Baczyński nie został pochowany razem z kolegami ze zgrupowania „Gozdawa”, tylko z żoną Barbarą.

„Ekshumowano groby powstańców na Ratuszu. Znalazłam zwłoki Krzysztofa. Nie mogę i nie będę o tym pisała […]. Pogrzeb wszystkich tych odnalezionych powstańców odbędzie się dnia 14 stycznia br. o godzinie 8-ej z kościoła oo. Kapucynów (ul. Miodowa) na Cmentarz Powązkowski […]. | …Więc nareszcie zdobyłam «pewność», odeszły wątpliwości, odeszły koszmarne domysły: jak i gdzie zginął, a z nimi urwała się ta wątlutka nić nadziei, która trzymała mnie jeszcze tutaj… Jak teraz żyć?”.

Stefania Baczyńska, list do Kazimierza Wyki, Warszawa, 7 stycznia 1947 r.